niedziela, 30 sierpnia 2009

syndrom wypalenia

Mówi się o tym, ze zawód nauczyciela sprzyja syndromowi wypalenia zawodowego. To prawda, jak w przypdaku wielu innych zawodów, w których człowiek pracuje z ludźmi w charakterze tego, kto daje. Lekarz, pielęgniarka dają pomoc medyczną, psychoterapeuta wsparcie psychiczne, a nauczyciel daje wiedzę, doświadczenie... Co więcej, chcąc niechcąc, wchodzi w emocjonane interakcje z grupą i trudno mu się od pracy zdystansować. Oto, co sprzyja wypaleniu: praca z ludźmi, praca pod presją, praca powodująca silne emocje, rutyna, stres, nadmierna odpowiedzialność. Właściwie nie rozumiem, dlaczego nie stwierdzono jeszcze, ze tak jak praca naucyciela i innych wyzej wymienionych, tak samo "praca", a raczej rola ucznia czy studenta sprzyja wypaleniu. Uczniowie i studenci cały czas uczą się z ludźmi, od ludzi i dla ludzi. To warzyszą temu trudne sytuacje emocjonalne, stres, poczucie odpowiedzialności, presja psychiczna, a może też wkraść się rutyna. Daczego nikt nigdy nie stwierdził syndromu wypalenia u uczniów/studentów? Dlaczego oni nie mają prawa mieć dość: niesprawiedliowści, ciągłego sprawdzania kompetencji, współzawodnictwa? Tak, wiem, ze to, co piszę jest kontrowersyjne, ale co z tego?
MKM

2 komentarze:

  1. może to nie kontrowersyjne, co raczej hm... nowatorskie. ale i tak - co z tego? przecież my studenci jesteśmy młodzi, silni, niezniszczalni, chodzące cyborgi z wiecznym zapałem i niegasnącą motywacją, a jedynym naszym życiowym zajęciem i celem jest oczywiście nauka.
    dlatego...
    doceniam bardzo Pani Marto, Pani punkt widzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. halo, halo... ja też jestem młoda i powinnam jak cyborg prowadzić zajęcia w dzień i w nocy, w tygodniu i w weekendy..., a jednak czasami organizm mówi stop i choruje... Dlatego, proszę, jeśli chorujecie, siedźcie w domu i nie prądkujcie w szkole!!!

    OdpowiedzUsuń