"Nasza wychowaczyni w gimnazjum, w wywiadzie do gazetki szkolnej powiedziała, że ona nienawidzi uczyć i robi to bo musi. Dlatego i ja nienawidziłam szkoły. Nie nauki. Szkoły. Jakby mnie wrzucili do jednego wielkiego kotła z innymi i zamieszali wielką łychą jak grochówke w wojsku.... Ania G."
Grochówka w wojsku to przepiękne metafora szkoły! Dziękuję, Pani Aniu za inspirację... No właśnie, teraz napiszę coś o szkole.
Za każdym razem, gdy staję przed trzydziestoma parami oczu nowoupieczonych studentów pierwszego roku, wiem, że czeka mnie walka. Bynajmniej nie jest to walka z tymi Bogu ducha winnymi ludźmi, ale z ich przekonaniami na temat szkoły, nauczycieli, nauki. Prawie zawsze dzieje się tak, ze oni się barykadują. Poświęcam zwykle kilka zajęć, by rozpizyć te barykady, przebić się przez mur nieufności i podziału na "my" i "oni". Niestety ich przekonania na temat szkoły mają bardzo dalekosięzne konsekwencje. Nie tylko wpływają na ich postawy wobec szkoły i belfrów, ale równiez na to, jak traktują siebie, swój rozwój i jak widzą (jeśli w ogóle widzą) swój potencjał. Zapewniam Was - kazdy z nich ma potencjał, czyli zasoby, o których juz pisałam. Tylko, ze z różnych przyczyn na drodze edukacji zostaje on zamordowany, stłamszony. Kto, czy tez co go tłamsi? System, nauczyciele, rodzice? Moze wszystko po trochu...
Jak wynika z róznych badań na temat preferowanych postaw uczniów przez nauczycieli, kreatywność nie w szkole jest postawą nagradzaną. Dobry uczeń to uczeń grzeczny, który odpowiada na pytania tak, jak tego oczekuje nauczyciel, nie zadaje zbędnych pytań, nie jest spontaniczy. Na pewno zrozumiecie, jeśli powiem, ze dobry uczeń w oczach wielu to uczeń reaktywny - nie proaktywny. Nic dziwnego zatem, ze system tłamsi kreatywność i wszelki potencjał.
Druga rzecz to podejście do uczniów, czy też studentów, jak do wielkiej szarej masy - grochówki, o której Pani pisze. Jak mogę lubić uczniów, skoro widzę ich jako masę, przecież masa jako taka nie ma w sobie nic do lubienia. Niektórzy myślą, że mam świra, bo usiłuję zapamiętywać wasze imiona. Może i jestem świrem - nie przeczę, ale Wasze imiona są mi bardzo potrzebne. To bardzo ułatwia mi indywidualny kontakt - dzięki temu kontaktowi możemy nawiązać prawdziwą relację. Potrzebuję nawiązać relację z człowiekiem, żeby go czegoś nauczyć i żeby póniej ocenić jego dokonania. No bo co można zobaczyć w wojskowej grochówce? Nic, bo jest rozmemłaną, gęstą mazią.
Kochani, wiem jednak, że można inaczej i wiem na pewno, że są ludzie, którzy próbują inaczej. To ci, którzy w klasie czy grupie studenckiej widzą 30 indywidualnych bytów, które zbierają się razem i tworzą nową, niepowtarzalną jakość, jaką jest grupa. Tak więc grupa jest dziełem jej członków, a nie odwrotnie. Mało tego, przez to, że jest ich dziełem, staje się polem, na którym mogą się rozwijać i wzrastać.