poniedziałek, 25 stycznia 2010

Nie wiem, czy kiedykolwiek pisałam o poziomach neurologicznych wg Diltsa. Właśnie niedawno przyszła mi do głowy myśl, że tak naprawdę przypominają piramidę potrzeb Maslowa.
MISJA
TOŻSAMOŚĆ
WARTOŚCI
PRZEKONANIA
UMIEJĘTNOŚCI
ZACHOWANIA
ŚRODOWISKO
Opisują człowieka i jego mapę świata. Chciałam dzisiaj o misji. Wiem, że zaczynam od góry "z grubej rury", ale co tam. Od czegoś trzeba. Misja to ogólnie rzecz ujmując odpowiedź na pytanie "Po co to wszystko?" Każdy człowiek ma misję, ale nie każdy ją odkrywa. Zdarzyło mi się kilka razy w zyciu towarzyszyć ludziom w odkrywaniu misji. Zdarzyło mi się równiez odkryć swoją. Czasem jest trudno przyjąć swoją misję. Ale zwykle odkrywaniu własnej misji towarzyszą niezwykłe pozytywne emocje. Czy odkryliście juz swoją? Moi ukochani studenci zwykle studiują dziennikarstwo. Kiedyś, rozmawiając z pewnym dziennikarzem, zorientowałam się, że jego misją jest odkrywanie i pokazywanie prawdy. Jeśli właśnie taką macie misję, to gratuluję. Jeśli nie..., to sprawdźcie, jaką. Człowiek, który kończy liceum, rzadko ma świadomość własnej misji. Musi jednak wybrać studia. Dlatego właśnie wybór pierwszych studiów to czasem zły wybór. Często podyktowany trendami, ambicjami rodziców, własnym buntem przeciwko nim... Zastanówcie się nad tym...warto...

kryzys

Moze mam kryzys twórczy, moze lenia..., a moze... nic nie mam do powiedzenia...

czwartek, 15 października 2009

Jesienne porządki

Przyszła jesień, a z nią jesienne porządki. No bo w dziedzinie edukacji to tak właśnie jest. Na wiosenne czasu brak, a jesienne trzeba zrobić, bo idzie nowe: nowy rok akademicki, nowi studenci, nowe obowiązki. No więc postanowiłam przewietrzyć bloga: uzupełnić, co trzeba, wykasować, co niepotrzebne.
Witam też wszystkie nowe twarze, które tu zaglądają, czyli jak zwykle: rok I i III. Witam też wszystkich starych i wiernych bywalców. Miło mi Was czasem widzieć w szkole i ... tęskno mi...:)

niedziela, 30 sierpnia 2009

syndrom wypalenia

Mówi się o tym, ze zawód nauczyciela sprzyja syndromowi wypalenia zawodowego. To prawda, jak w przypdaku wielu innych zawodów, w których człowiek pracuje z ludźmi w charakterze tego, kto daje. Lekarz, pielęgniarka dają pomoc medyczną, psychoterapeuta wsparcie psychiczne, a nauczyciel daje wiedzę, doświadczenie... Co więcej, chcąc niechcąc, wchodzi w emocjonane interakcje z grupą i trudno mu się od pracy zdystansować. Oto, co sprzyja wypaleniu: praca z ludźmi, praca pod presją, praca powodująca silne emocje, rutyna, stres, nadmierna odpowiedzialność. Właściwie nie rozumiem, dlaczego nie stwierdzono jeszcze, ze tak jak praca naucyciela i innych wyzej wymienionych, tak samo "praca", a raczej rola ucznia czy studenta sprzyja wypaleniu. Uczniowie i studenci cały czas uczą się z ludźmi, od ludzi i dla ludzi. To warzyszą temu trudne sytuacje emocjonalne, stres, poczucie odpowiedzialności, presja psychiczna, a może też wkraść się rutyna. Daczego nikt nigdy nie stwierdził syndromu wypalenia u uczniów/studentów? Dlaczego oni nie mają prawa mieć dość: niesprawiedliowści, ciągłego sprawdzania kompetencji, współzawodnictwa? Tak, wiem, ze to, co piszę jest kontrowersyjne, ale co z tego?
MKM

niedziela, 9 sierpnia 2009

eat, pray, love

No i jestem z powrotem w szarej rzeczywistości po wspaniałej podrózy: zyciowej, mentalnej, fizycznej. W podrózy na Bali towarzyszyła mi ksiązka Liz Gilbert: jedz, módl się, kochaj, którą dostałam tuz przed wyjazdem w prezencie ślubnym (dziękuję). Trudno powiedzieć, co było piękniejsze i wazniejsze: lektura czy podrózowanie. Jedno jest pewne - podróze kształcą! Kazdemu lepiej zrobilaby pięcioletnia podróz niz pięcioletnie studia - tego jestem pewna. Przy okazji tego całego podrózowania pojawiła mi się dość wyraźnie pewna myśl, która wcześniej była zbyt nieśmiała, aby się ujawnić. A dziś jest - jest w pełnej okazałości, a towarzyszą jej emocje: tęsknota i lęk. Ta myśl to rozbudowana refleksja na temat sposobu zycia. Czy taki sposób, w jaki zyję mi, odpowiada? Czy nie mozna by zyc zupełnie inaczej? Czy planowanie, przywiązanie do pracy, mieszkania, miasta, kraju nie jest więzieniem, które wszyscy budujemy sobie przez całe zycie? Moze lepiej w ogóle nie przywiązywać się do niczego? Nie mieć nic, ale być wolnym człowiekiem, tułać się po świecie z plecakiem i zatrzymywać się na trochę tam, gdzie nam się podoba...Tej refleksji towarzyszy tęsknota za wolnością i lęk przed nią. Ale czy tęskonota nie jest kolejnym więzieniem? Jak trudno jest nie przywiązywać się do niczego: do zadnej myśli, do zadnego stanu posiadania, do zandego miejsca. A przeciez wszystko przemija... nie ma nic stałego w zyciu...

środa, 10 czerwca 2009

Stres

Wielu pisało o stresie. Ja też napiszę.
Zainspirowało mnie do tego ostatnie spotkanie ze studentami dziennymi, gdy borykali się z prezentacjami. Mam świadomość, że niektórzy z Was bardzo stresują się wystąpieniami publicznymi i woleliby tego w ogóle nie robić. Widzę Wasze trzęsące się ręce, słyszę drżące głosy i czuję bijące szybciej serca. Mam poczucie, że często potęgujecie ten stres, bo staracie się nie mieć z nim kontaktu. Jak człowieka coś stresuje, to stara się z tym nie kontaktować. Zapewne macie takie doświadczenia, podczas których tracicie kontakt sami ze sobą. Często obserwuję prelegentów, którzy podczas wystąpień nie mają kontaktu ze swoim ciałem, ze swoimi odczuciami, z tym, co mówią, no i również z ludźmi, do których mówią. Gdy prezentacja się kończy, nawet nie wiedzą, co powiedzieli, ile czasu im to zajęło i czy ktokolwiek ich słuchał. Tak jakby bardzo chcieli "nie poczuć" tego doświadczenia. To błąd. Powinniście kiedys sprawdzić, jak to jest, stanąć przed audytorium i złapać kontakt: z ciałem, podłożem, ze sobą, z ludźmi. Nic nie mówiąc po prostu być. To jest łatwiejsze niż myślicie. Problem jest dość głeboki: część z Was ma nieuświadomione przekonanie, że nie ma prawa tak stać przed ludźmi, skupiać na sobie ich uwagi. Dlaczego? Są różne powody, które można odkryć tylko wtedy, gdy się z tym problemem pracuje i go nie unika. Najczęściej wynika to z bardzo wczesnych doświadczeń. W terapii czy też w coachingu można odkryć te przyczyny i pokonać bariery.
Być może mi nie uwierzycie, ale ja kiedyś też tak miałam i to bardzo:)

wtorek, 9 czerwca 2009

Grochówka

"Nasza wychowaczyni w gimnazjum, w wywiadzie do gazetki szkolnej powiedziała, że ona nienawidzi uczyć i robi to bo musi. Dlatego i ja nienawidziłam szkoły. Nie nauki. Szkoły. Jakby mnie wrzucili do jednego wielkiego kotła z innymi i zamieszali wielką łychą jak grochówke w wojsku.... Ania G."
Grochówka w wojsku to przepiękne metafora szkoły! Dziękuję, Pani Aniu za inspirację... No właśnie, teraz napiszę coś o szkole.
Za każdym razem, gdy staję przed trzydziestoma parami oczu nowoupieczonych studentów pierwszego roku, wiem, że czeka mnie walka. Bynajmniej nie jest to walka z tymi Bogu ducha winnymi ludźmi, ale z ich przekonaniami na temat szkoły, nauczycieli, nauki. Prawie zawsze dzieje się tak, ze oni się barykadują. Poświęcam zwykle kilka zajęć, by rozpizyć te barykady, przebić się przez mur nieufności i podziału na "my" i "oni". Niestety ich przekonania na temat szkoły mają bardzo dalekosięzne konsekwencje. Nie tylko wpływają na ich postawy wobec szkoły i belfrów, ale równiez na to, jak traktują siebie, swój rozwój i jak widzą (jeśli w ogóle widzą) swój potencjał. Zapewniam Was - kazdy z nich ma potencjał, czyli zasoby, o których juz pisałam. Tylko, ze z różnych przyczyn na drodze edukacji zostaje on zamordowany, stłamszony. Kto, czy tez co go tłamsi? System, nauczyciele, rodzice? Moze wszystko po trochu...
Jak wynika z róznych badań na temat preferowanych postaw uczniów przez nauczycieli, kreatywność nie w szkole jest postawą nagradzaną. Dobry uczeń to uczeń grzeczny, który odpowiada na pytania tak, jak tego oczekuje nauczyciel, nie zadaje zbędnych pytań, nie jest spontaniczy. Na pewno zrozumiecie, jeśli powiem, ze dobry uczeń w oczach wielu to uczeń reaktywny - nie proaktywny. Nic dziwnego zatem, ze system tłamsi kreatywność i wszelki potencjał.
Druga rzecz to podejście do uczniów, czy też studentów, jak do wielkiej szarej masy - grochówki, o której Pani pisze. Jak mogę lubić uczniów, skoro widzę ich jako masę, przecież masa jako taka nie ma w sobie nic do lubienia. Niektórzy myślą, że mam świra, bo usiłuję zapamiętywać wasze imiona. Może i jestem świrem - nie przeczę, ale Wasze imiona są mi bardzo potrzebne. To bardzo ułatwia mi indywidualny kontakt - dzięki temu kontaktowi możemy nawiązać prawdziwą relację. Potrzebuję nawiązać relację z człowiekiem, żeby go czegoś nauczyć i żeby póniej ocenić jego dokonania. No bo co można zobaczyć w wojskowej grochówce? Nic, bo jest rozmemłaną, gęstą mazią.
Kochani, wiem jednak, że można inaczej i wiem na pewno, że są ludzie, którzy próbują inaczej. To ci, którzy w klasie czy grupie studenckiej widzą 30 indywidualnych bytów, które zbierają się razem i tworzą nową, niepowtarzalną jakość, jaką jest grupa. Tak więc grupa jest dziełem jej członków, a nie odwrotnie. Mało tego, przez to, że jest ich dziełem, staje się polem, na którym mogą się rozwijać i wzrastać.