niedziela, 30 sierpnia 2009

syndrom wypalenia

Mówi się o tym, ze zawód nauczyciela sprzyja syndromowi wypalenia zawodowego. To prawda, jak w przypdaku wielu innych zawodów, w których człowiek pracuje z ludźmi w charakterze tego, kto daje. Lekarz, pielęgniarka dają pomoc medyczną, psychoterapeuta wsparcie psychiczne, a nauczyciel daje wiedzę, doświadczenie... Co więcej, chcąc niechcąc, wchodzi w emocjonane interakcje z grupą i trudno mu się od pracy zdystansować. Oto, co sprzyja wypaleniu: praca z ludźmi, praca pod presją, praca powodująca silne emocje, rutyna, stres, nadmierna odpowiedzialność. Właściwie nie rozumiem, dlaczego nie stwierdzono jeszcze, ze tak jak praca naucyciela i innych wyzej wymienionych, tak samo "praca", a raczej rola ucznia czy studenta sprzyja wypaleniu. Uczniowie i studenci cały czas uczą się z ludźmi, od ludzi i dla ludzi. To warzyszą temu trudne sytuacje emocjonalne, stres, poczucie odpowiedzialności, presja psychiczna, a może też wkraść się rutyna. Daczego nikt nigdy nie stwierdził syndromu wypalenia u uczniów/studentów? Dlaczego oni nie mają prawa mieć dość: niesprawiedliowści, ciągłego sprawdzania kompetencji, współzawodnictwa? Tak, wiem, ze to, co piszę jest kontrowersyjne, ale co z tego?
MKM

niedziela, 9 sierpnia 2009

eat, pray, love

No i jestem z powrotem w szarej rzeczywistości po wspaniałej podrózy: zyciowej, mentalnej, fizycznej. W podrózy na Bali towarzyszyła mi ksiązka Liz Gilbert: jedz, módl się, kochaj, którą dostałam tuz przed wyjazdem w prezencie ślubnym (dziękuję). Trudno powiedzieć, co było piękniejsze i wazniejsze: lektura czy podrózowanie. Jedno jest pewne - podróze kształcą! Kazdemu lepiej zrobilaby pięcioletnia podróz niz pięcioletnie studia - tego jestem pewna. Przy okazji tego całego podrózowania pojawiła mi się dość wyraźnie pewna myśl, która wcześniej była zbyt nieśmiała, aby się ujawnić. A dziś jest - jest w pełnej okazałości, a towarzyszą jej emocje: tęsknota i lęk. Ta myśl to rozbudowana refleksja na temat sposobu zycia. Czy taki sposób, w jaki zyję mi, odpowiada? Czy nie mozna by zyc zupełnie inaczej? Czy planowanie, przywiązanie do pracy, mieszkania, miasta, kraju nie jest więzieniem, które wszyscy budujemy sobie przez całe zycie? Moze lepiej w ogóle nie przywiązywać się do niczego? Nie mieć nic, ale być wolnym człowiekiem, tułać się po świecie z plecakiem i zatrzymywać się na trochę tam, gdzie nam się podoba...Tej refleksji towarzyszy tęsknota za wolnością i lęk przed nią. Ale czy tęskonota nie jest kolejnym więzieniem? Jak trudno jest nie przywiązywać się do niczego: do zadnej myśli, do zadnego stanu posiadania, do zandego miejsca. A przeciez wszystko przemija... nie ma nic stałego w zyciu...