Z odpowiedzialnością za proces dydaktyczny jest tak samo jak z każdą inną - jest z nią problem. W naszej kulturze jest bardzo duży. Szefowie, rodzice, nauczyciele i inni czują się nadmiernie odpowiedzialni i chronią swojej odpowiedzialności jak największego skrabu. Przez to mamy szefów - tyranów, matki "kastrujące swoich synów", nadopiekuńczych tatausiów i apodyktycznych nauczycieli. Chronią swojej odpowiedzialności jak największego skrabu nadmiernie kontrolując tych, którzy im podlegają. Dlaczego? Ze strachu... Co prawda idea empowermentu nieśmiało przenika do naszych korporacji, ale niestety nie do szkół, a zwłaszcza nie do szkół wyższych. Nauczyciel..., ba PROFESOR... jest bogiem, alfą i omegą, chodzącą encyklopeią. To on od początku do końca odpowiada za proces dydaktyczny... To on decyduje... Jak się czują studenci? Jak bezwolne myszy poddane nie wiadomo jakiemu eksperymentowi. Nie maja ochoty w tym uczestniczyć, czują się ograniczeni, uciśnieni, zodminowani...
Co by było gdyby oddać im w części odpowiedzialność za ich proces dydaktyczny? Czy to naprawdę oznacza degręgoladę? Nie... nie, to oznacza dialog, wymianę... spotkanie, o które tu chodzi, wzrost kreatywności i satysfakcji, poszerzanie horyzontów i zainteresowań, wzrost autonomii i zarządzanie wolnością...
Co by było gdyby oddać im w części odpowiedzialność za ich proces dydaktyczny? Czy to naprawdę oznacza degręgoladę? Nie... nie, to oznacza dialog, wymianę... spotkanie, o które tu chodzi, wzrost kreatywności i satysfakcji, poszerzanie horyzontów i zainteresowań, wzrost autonomii i zarządzanie wolnością...

Sądzę, że odrobinę za bardzo uprościła Pani problem. Moim zdaniem nie leży on do końca po stronie osób "stojących na górze", ale przede wszystkim po stronie tych malutkich szaraczków, którzy nie chcą się wychylać w firmie czy szkole. A dlaczego nie chcą? Ponieważ tak jest im najwygodniej.
OdpowiedzUsuńTo nie profesor jest tyranem - to studenci są skończonymi osłami. Po co mają brać na siebie odpowiedzialność za cokolwiek, skoro zawsze jest ktoś (profesor lub inny student), kto zrobi to za nich.
Z odpowiedzialnością w tym przypadku jest tak jak z religią: w złych chwilach łatwiej się modlić i czekać na cud, niż zakasać rękawy i wziać życie we własne ręce.
P.S.
OdpowiedzUsuńJuż drugi raz dostałem od Pani spam!
Mimo to zamierzam tutaj częściej zaglądać ;-)
Pozdrawiam i życzę wytrwałości w prowadzeniu bloga,
MooN.
... i za to Was kocham... za wolność myśli:)
OdpowiedzUsuńJaką wolnosć myśli? Pani Marto, przecież wszyscy jesteśmy niewolnikami naszych chorych umysłów :P
OdpowiedzUsuńP.S.
Mogłaby Pani zmienić ustawienia bloga, aby niezalogowani tez mogli dodawać komentarze, ponieważ jak za każdym razem muszę się logować, to aż mnie... ;-)
done:)
OdpowiedzUsuńTo prawda... jesteśmy niewolnikami... dlatego warto medytować... żeby się uwolnić
OdpowiedzUsuńA ja myślę, że to trudna kwestia bo za każdym razem indywidualna. Belfer to pojedyńcza jednostka, ale grupa to zbiór jednostek. Tworzy sie dzieki temu tak zawila siec zaleznosci i interakcji, że nie mozna uogolnic.
OdpowiedzUsuńPamietam jak kilka lat temu pracujac w szkole prowadzilam dwie klasy o niby takim samym poziomie.
Biorac pod uwage rzekoma belferska rutyne powinnam spac spokojnie wychodzac z jednej k;lasy do drugiej, a jednak...... ta druga zawsze byla wyzwaniem. Okazalo sie, ze osobowosci pojedyncze tworzyly tak odmienna grupe od poprzedniej, ze niemal nic nie dalo sie przelozyc....
Kazda grupa jest odmienną historia dla belfra - bez znaczenia od stopnia naukowego. I mysle, ze tez bez względu na ów stopien ludzie prezentują postawę "wszystko już wiem" lub "jakie to zaskakująco ciekawe". To sa postawy zyciowe, oczywiscie nie tylko te dwie istnieja, ale jesli belfer w zyciu prezentuje ktoras z nich to tak samo funkcjonuje zawodowo. Bo to jest postawa, cos czego nie da sie ot tak właczyć lub wyłączyć.
I myślę sobie, że niezaleznie od kultury czlowiek poprzez te nonszalancka mozliwosc wyciagania wnioskow jaka nas dobry wszechswiat obdarowal najczesciej podupada postawie "wiem".
Szkoda, bo w moim odbiorze to postawa, ktora blokuje dalszy rozwój - zachwyt nad swiatem..