sobota, 6 czerwca 2009

powitanie-pożegnanie

Witam wszystkich:)
Wiecie, dlaczego założyłam bloga???
Zapewne nie... Założyłam go, bo dziś pożegnałam się za pewną grupą studentów, z którymi pracowałam przez pół roku, a właściwie to przez trzy lata. Były pozegnania, zyczenia...Były łzy... moje łzy (sic!).
To nastroiło mnie do refleksji na temat dydaktyki...
Dydaktyka... niesławna dydaktyka, sponiewierana przez lata, a może wieki... "Obyś cudze dzieci uczył"...Traktowana przez wielu jako ostateczność, przez innych jako dodatek do pracy naukowej... A ja... a ja ją kocham, wielbię i szanuję... I chyba, choć może się mylę, chyba traktuję ją trochę inaczej niż większość (przepraszam za uogólnienie).
Czym jest dla mnie dydaktyka? Dydaktyka jest spotkaniem z drugim człowiekiem. To bardzo głęboka myśl. Spotkanie zakłada wymianę: myśli, poglądów, wiedzy, doświadczeń, ale także emocji, uczuć, szacunku... Jeśli umiesz dawać, musisz umieć brać... Wzajemność to dobra dydaktyczna droga...
Było o pożegnaniu... Są takie grupy, z którymi pracujesz i kiedy wychodzisz z zajęć, wydaje Ci się, że rośniesz... Wszyscy, którzy mnie znają, usmiechną się pod wąsem, bo wiedzą, ile mam wzrostu i że by mi się przydało...hehehe...Ale nie o takim rośnięciu mowa. Gdy ludzie chłoną wiedzę, biorą udział w wymianie i angażują się w zajęcia, ja też biorę od nich bardzo wiele. Wtedy rosnę, rozwijam się... Gdy się z nimi żegnam, mam świadomość niepowtarzalność tego doświadczenia, co z jednej strony jest piękne, z drugiej... smutne. Ta grupa już nigdy więcej nie zasiądzie w tej samej sali i nie zaangażuje swej energii w moje zajęcia... To się nazywa przemijanie... C'est la vie...

8 komentarzy:

  1. "Teraz jesteś dla mnie tylko małycm chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na śiwecie. I ja będę dla ciebie jedyny na śiwecie". - chyba nie muszę robić przypisu, ponieważ zna to każdy.

    To dziwne być oswojonym przez wykładowcę, którego widziało się raptem cztery razy na miesiąc. A jednak czasami tak bywa.
    Dziękuję za ten czas i życzę owocnej drogi.

    P.S.
    I z kim ja teraz będę się wymieniał ksiażkami? :(

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie... Ty moja biblioteko!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. A książek czeka jeszcze wiele :P

    OdpowiedzUsuń
  4. No to musimy kontynować naszą znajomość... Nie ma wyjścia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. No niestety... Porzucam W**H dla nowej miłości - ekonomii na AF :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale znajomość może trwać...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kobietki,
    To wlasnie jest spotkanie w dydaktyce, o ktorym napisala Pani Marta. MOzna zmieniac szkoly, miasta, panstwa, ale znajomosc trwać może nadal...

    Dla mnie spotkanie z człowiekiem jest cudem, który może się dziać każdego dnia, zatem zawsze mogę byc uczestnikiem cudu!!! Jeśli dydaktyke można pojmować podobnie to dzięki za bloga:)
    Będę go z pewnością obserwować i....... (mały auto-PR) zapraszam do siebie w drodze do alkowy odpoczynku:)
    www.szeptaniem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Moniczko!
    Jakie kobietki?
    Ja jestem tylko gejem :P

    OdpowiedzUsuń