Wasze komentarze na temat zasobów, map i kompasów, natchnęły mnie, by napisać kolejny kawałek. Przemyślenia kłębią się w głowie. Ale jest jeden problem - głowa bardzo boli. Przeleje więc przemyślenia na ekran, później - gdy ona przestanie... Albo ją odrąbię...
No dobra, w ramach jesiennych porządków postanowiłam uzupełnić wątki.
Mapa... Rzeczywsitość jest pewnym terytorium, po którym wszyscy się poruszamy. Rzeczywistość uczelniana jest jego wycinkiem. Kazdy z nas ma w swoim umysle ma reprezentację tej rzeczywistości, która to reprezentacja nie jest z nią tozsama. Oznacza to, ze kazdy doswiadcza jej na swoj subiektywny, indywidualny sposób. Kazdy z nas zatem ma w umyęle mapę. Mapy są rózne, jedne bardziej szczegółowe, inne bardziej ogólne, jedna kolorowe, inne czarno-białe... Kazda mapa jest dobra, nie ma map gorszych i złych. To co my, wykładowcy, mozemy Wam dać, to pokazać Wam wycinki naszych map, abyście mogli sprawdzić, czy Wam się podobają, na ile są rózne od Waszych. Mozecie tez dzieki temu moyfikować swoje mapy...
Kompas... Mozemy tez dać Wam kompas, abyście mogli zorientować się w kierunkach, abyście mogli sprawdzić, gdze jest północ,a gdzie południe, i jak ma się Wasza mapa do innych map...
Zasoby... Mapy i kompasy, ułatwiają nam wszystkim dotarcie o naszych zasobów. Im większa świadomość własnej mapy, jej granic, jej niedoskonałości, jej mozliwości, tym większy dostęp do zasobów i mozliwość ich wykorzystania...
MKM

Im dłużej się zastanawiam co napisać, tym głupsza jestem i tym bardziej to odwlekam. Powiem krótko. Prawda jest taka, że przez cały okres swojej edukacji (począwszy powiedzmy od późnej podstawówki/ gimnazjum - bo wtedy właśnie zaczęłam być bardziej świadoma) marzyłam by spotkać takiego Pedagoga jak Pani, Pani Marto. I szkoda, że stało się to dopiero teraz. I nie będę tu teraz słodzić, że jest Pani taka, taka lub owaka. Chodzi o to, że trzeba umieć współodczuwać. Jak to się nazywa "profesjonalnie"? Empatia? Może i być empatia . Chodzi o to by kochać to co się robi, robić to z powołania i mieć świadomość, że my jesteśmy różni... i, że trzeba indywidualnego podejścia. I Pani to wie. I widzi w nas potencjał. Nikt chyba nigdy we mnie go nie dostrzegł. Nikt z pedagogów nie mógł kandydować u mnie na miano mojego autorytetu. Nikt nie pomógł pchnąć mnie dalej. Nasza wychowaczyni w gimnazjum, w wywiadzie do gazetki szkolnej powiedziała, że ona nienawidzi uczyć i robi to bo musi. Dlatego i ja nie nawidziłam szkoły. Nie nauki. Szkoły. Jakby mnie wrzucili do jednego wielkiego kotła z innymi i zamieszali wielką łychą jak grochówke w wojsku....
OdpowiedzUsuńAnia G.
Ja jak zwyklę będę mało merytoryczny :D ale muszę się wstawić za głową... bo trochę szkoda odrąbywać...
OdpowiedzUsuńRyba! Ale odrąbaną można podzielić na kawałki! Wtedy każdy będzie miał swoją relikwię w słoiczku :D
OdpowiedzUsuń